Tuesday, November 1, 2011

wspomnienia: wakacje 2011...♥

Tak jakoś mi się zebrało na wspominki....może dlatego, że dziś jest 1 listopada, chociaż post nie będzie o zmarłych, booprócz dziadka :* :(.... to nie mam kogo wspominać w tym dniu...



Dziś będzie o wspomnieniach wakacji 2011! Tak bardzo każdy w roku szkolnym chce wrócić do wakacji...aż postanowiłam o tym napisać ;) Moje tegoroczne wakacje były naprawdę wyjątkowe....począwszy od tego, że miałam polecieć do nieznanego mi dobrze kraju i w sumie do obcych ludzi...Było to dla mnie wielkie wyzwanie, ale nie przejmowałam się tym, w ogóle się nie bałam, a wręcz cieszyłam, byłam bardzo podekscytowana! Moi rodzice, oczywiście jak to rodzice zamartwiali się o mnie prze-okropnie :) Na szczęście nie było o co :) Wyleciałam 22 czerwca, po godzinie 7 z lotniska w Warszawie...Już na samym początku zrobiłam błąd, gdyż spakowałam się w bagaż podręczny, nie wykupując przez to głównego, a już byłam po odprawie online i nie było odwrotu (oczywiście pomijam wykupienie za 2 razy tyle na lotnisku;))...Pani przy odprawie oczywiście zważyła mój podręczny bagaż, co mnie trochę zirytowało, bo gdy wylatuję do Polski z Irlandii to panie nie mają zwyczaju tego robić z bagażem podręcznym ;) Ehh, no ale ja nie narzekam! :) Zmieściłam się idealnie w tych 10 kg bagażu podręcznego i szczęśliwie sobie przyleciałam do Irlandii...Moim drugim odwiecznym problemem jest brak książki, czasopisma, krzyżówki, mp3, słuchawek, czegokolwiek aby się nie zanudzać w samolocie. Zawsze o tym zapominam, no zawsze! Na początku wszystko było mi obce, ale powoli się starałam przyzwyczaić. Po dokładnym tygodniu od przylotu nawiązałam pierwsze znajomości...Ehh co to był za stres^^, dlatego że moi kuzyni, młodsi oczywiście byli tym bardzo podekscytowani i śmieszne sytuacje wyszły <to oni mnie zapoznali> to dlatego ;) Jeeej pisząc to, albo myśląc o tym zawsze mam wielkiego "banana" na twarzy hahaha silly me. Po jakimś czasie wpadłam trochę w monotonnie, ale i tak bardzo miło to wszystko wspominam... Poznałam cudownych ludzi, a przede wszystkim cudownego kolegę...tak kolegę! :P Dobra, nie powiem, że się nie zauroczyłam :)Niestety przez niezależne ode mnie czynniki wyszło jak wyszło, wróciłam do Polski i etap bycia ze sobą jakoś nie wchodził w grę...jednak zawsze będę mieć w pamięci nasze długie wieczorne spacery, rozmowy, wyjścia na miasto, czy też pisanie do 3 nad ranem...ahh ;) Poza tym kiedy byłam tam wtedy był czas na wszystko, na umalowanie się bez stresu <tak, tak hahah to najważniejsze>, czytanie książek, wyjścia na zakupy, do parku, na to co tylko chciałam...Mimo to tęskniłam bardzo za moimi przyjaciółmi z Polski i dlatego prawie codziennie przez taki cudowny wynalazek jak Skype komunikowałam się z nimi :) Czas zleciał nieubłaganie szybko...Na koniec były oczywiście łzy i długie pożegnanie...Teraz i tak już nie piszemy do siebie prawie w ogóle, nie rozmawiamy na Skype tak jak to planowaliśmy...Ale i tak prze-nigdy nie będę żałować! Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać i pogadać, powspominać :D Chciałabym tam wrócić chociażby na tydzień ;) Jednak mimo wszystko nie chciałabym tam zamieszkać na stałe, chociaż to bardzo piękny i różnorodny kraj! Tak inny od naszego...Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej! :) Po prostu przyzwyczaiłam się już do mojej Polski, mimo że kiedyś planuję wyjechać, możliwe że na stałe, to kocham naszą Polskę jak i Irlandię:)


Teraz trochę uwiecznionych wspomnień. Oczywiście genialna ja wpadłam ostatniego dnia na pomysł robienia zdjęć, wcześniej zrobiłam ich tylko kilkanaście, ehh ;)

a tu koszulka, której ostatecznie nie zakupiłam choć oczarowała mnie :)


 Park przy samym centrum, malutki lecz bardzo klimatyczny, bardzo lubiłam tam przychodzić :)

 rzeka Lee z perspektywy przechodnia, zdjęcie robione na szybkiego ;)

 droga do wielkiego pięknego parku oraz na most i do centrum Wilton :)

 haha;p bardzo spodobał mi się kolor tego samochodu, musiałam zrobić zdjęcie oczywiście i poprosić tatę o taki :D taki tam wyszukany żarcik..

 w drodze do Wilton Shopping Centre - bardzo chciałam zajść nad brzeg tej rzeki, jednak brak czasu mi nie pozwolił - świetny widok i pływające łabędzie bodajże ^^

 wysepka z bliska, świetne miejsce do zdjęć muszę tam wrócić!

 stadion przy którym były jakieś budowy, nie mam pojęcia jak się nazywa :D wierny kibic piłki nożnej a takich rzeczy nie wie :/ hańba mi  :P


 druga perspektywa "na przechodnia" rzeki Lee, zdjęcie robione na jeszcze szybszego haha :D

to GATE to nic innego jak kino, moi znajomi nie polecali mi tego kina, poza tym jest trochę daleko (30 min.) od miejsca w którym mieszkałam, więc na Harrym Potterze byłam w pobliskim kinie..coś a'la Multikino :)



No comments:

Post a Comment